piątek, 4 marca 2016

Marcowe wyzwanie: oszczędzanie na jedzeniu, czyli "nie, nie będziemy jeść resztek czy przeterminowanych produktów"

Oszczędzać na jedzeniu? To raczej nikomu nie kojarzy się dobrze. Czy to oznacza, że mamy jeść potrawy niesmaczne, nudne i niezdrowe? Niekoniecznie! W marcu postanowiłam podjąć wyzwanie i zapanować nad swoimi wydatkami na artykuły spożywcze. Czy mi się uda? Przyznałam się o swoim postanowieniu przed Wami, więc musi!

Co mnie do tego skłoniło?
  • dramatyczna historia z kurczakiem w Auchan w roli głównej - ostatnio może nie tyle dałam się nabrać, co przez zwykłą nieuwagę i naiwność włożyłam do koszyka 580g piersi z kurczaka za 12.99 w Auchan. Oczywiście byłam przekonana, że to cena za kilogram i kiedy doznałam szoku płacąc, nie miałam odwagi cofnąć transakcji. Może dla wielu to raptem 5 zł, ale studentkę pod koniec miesiąca to boli... bardzo.
  • Kurczak 'z czymkolwiek' albo spaghetti to dania, które robię często, bo są szybkie i sycące.
    Czas spróbować też czegoś innego.
  • zbliżające się wydatki - przydałoby się parę nowych rzeczy w szafie. Płaszcz na wiosnę, marynarka i wygodne buty do tańca to elementy przemyślane i potrzebne mojej garderobie w myśl slow fashion. Niestety (albo stety) mam deadline - wesele w kwietniu do którego chciałabym te elementy mieć w swojej szafie, więc trzeba działać!

Założenia wyzwania:
  • żadnych posiłków na mieście - w tym również kupionych spontanicznie kanapek/owoców/przekąsek i napoi z automatów. W marcu każdy tydzień ma być dokładnie zaplanowany, zakupy wykonane tylko według konkretnej listy, posiłki przemyślane i zabrane na uczelnie w odpowiednich ilościach w zależności od planu zajęć na dany dzień.
  • ograniczenie posiłków mięsnych do 2-3 na tydzień - jako studentka pierwszego roku jeszcze pilnie wracająca na każdy weekend do rodzinnego domu zakładam, że tam będą na mnie czekały obiady z kawałkiem mięsa (zwykle tak jest) i wtedy w ciągu 5 pozostałych dni tygodnia mięso jako główny element może pojawi się raz na moim talerzu.
  • ograniczenie wydatków na jedzenie do 40 zł na tydzień - WYDATKÓW, a nie kosztów tego, co jem. Mam na myśli to, że jeśli robię danie ze szklanką mąki a w szafce nie mam nic i muszę kupić cały kilogram to do wydatków liczę koszt paczki a nie tylko część, którą zjadłam. Interesują mnie konkretne pieniądze, które zostaną w moim portfelu, a nie tylko satysfakcja z tego, że zjadłam tanio. Dlatego budżet dotyczy wszystkiego, co kupię a nie tylko kosztów potraw, choć to też jest istotne.
  • Makaron z serkiem wiejskim, czyli obiad za ZŁOTÓWKĘ.
  • nauczę się gotować zupy! Żadna tajemnica, że zupa to oszczędność nie tylko pieniędzy, ale i czasu, bo spokojnie można ugotować ją na kilka dni. Ja do tej pory unikałam tematu jak ognia i to chyba dlatego, ze bałam się nudy jedzenia tego samego obiadu. Spróbuję jednak gotować na dwa dni a może i dłużej!

Jaki jest plan? Bardzo prosty. Śniadania pozostawiam takie jak do tej pory: szybka i rozgrzewająca owsianka tyle tylko, że dodatki do niej będę starała się ograniczyć do rodzynek (jest coś tańszego czym mogę wzbogacić jej smak oprócz cukru?). Raz w tygodniu jogurt zamiast mleka, bo jem 'na mieście' pomiędzy porannym wf-em a zajęciami. Drugie śniadania i podwieczorki to nasze polskie jabłka, ewentualnie marchewki. Kolacje to zwykle kanapka, może jajecznica, omlet czy naleśniki. I wreszcie obiady, na które mam już parę wypróbowanych przepisów, ale zdecydowaną większość ugotuję po raz pierwszy. Będzie to więc też miesiąc nowych smaków - nuda w kuchni mi nie grozi. Problem mam tylko z wodą, bo 1,5l mojej ulubionej Cisowianki codziennie to około 8 zł na tydzień. Po przeczytaniu tego artykułu mam ogromny dylemat. Cięcie tu kosztów dałoby spore oszczędności, ale zarazem nie wiem czy ufam wodzie z kranu aż tak by pić ją nieprzegotowaną. Może dzbanek z filtrem jakoś pomógłby mi się przekonać?

Bezowa z krówką z Grand Coffee.
Takich wyjść na kawę prawdopodobnie będzie mi w marcu brakowało.
Najbardziej boję się braku czasu (a może raczej lenistwa). Sporo z przepisów, które wstępnie wybrałam wymaga odrobiny cierpliwości (bo np. trzeba obrać i ugotować parę ziemniaków). Jestem przyzwyczajona do szybkiego gotowania spaghetti bolognese ledwo wleciawszy do mieszkania po zajęciach i ciężko u mnie z  gdy wracam głodna do domu.
Zakładam, że sporo wydam na przyprawy, przynajmniej na początku, bo wyjeżdżając ostatnio z mieszkania zostawiłam pustki, które teraz będę musiała uzupełnić, co niestety może przynajmniej na początku trochę zepsuć mój budżet. Dodatkowym wyzwaniem będzie też oparcie się promocjom i jedzeniu, na które będzie mi się wydawało, że mam ochotę. No i na pewno ewentualne zachęcanie znajomych do wyjścia na posiłek na miasto.


Zaczynam 7 marca, bo teraz jeszcze cieszę się przerwą semestralną, a łącznie w marcu mam do przygotowania około 14 obiadów. Jakie przepisy wykorzystam? Żeby nie przedłużać lista już w następnym poście, liczę też na jakieś inspiracje od Was! Każdy przepis na obiad przynajmniej za mniej niż 5 zł porcja - poszukiwany :) Dajcie też koniecznie znać, co myślicie o takim wyzwaniu. Podejmujecie się ze mną?

A jeśli chcecie wiedzieć jakie obiady jem za 2-3 zł porcja, obserwujcie mnie na instagramie. Tam będę zamieszczać relację z mojego talerza na bieżąco. Szukajcie: selveco.blog

Do następnego przeczytania!